Młody talent z Witaszyc
Młoda wokalistka z Witaszyc ma już za sobą pierwsze ważne doświadczenia sceniczne i studyjne. O tremie, która znika wraz z pojawieniem się tłumu, i o tym, jak to jest mierzyć się z legendarnym utworem To nie ja, opowiada nam w rozmowie.
Młody talent z Witaszyc
- Wiktoria, zacznijmy od początku – pamiętasz ten konkretny moment, w którym poczułaś, że śpiewanie to coś więcej niż tylko zabawa i że chcesz zająć się tym na poważnie?
Szczerze mówiąc, byłam wtedy bardzo mała, więc pamiętam to trochę przez mgłę. Wszystko zaczęło się w przedszkolu, kiedy pani wysłała mnie na mój pierwszy konkurs. Wróciłam z nagrodą za pierwsze miejsce i to był ten moment, w którym muzyka naprawdę mnie „wciągnęła”. Choć na początku to były głównie domowe tańce przy disco polo, ten wczesny sukces dał mi impuls, żeby zacząć rozwijać się dalej.
- A teraz jeździsz na jakieś dodatkowe zajęcia, pobierasz lekcje ze śpiewu?
Teraz chodzę do szkoły podstawowej, jestem w siódmej klasie, a poza lekcjami na zajęcia dodatkowe uczęszczam do Kotlińskiego Centrum Kultury i Biblioteka oraz do Państwowej Szkoły Muzycznej pierwszego stopnia w Jarocinie.
- Widzę na Twojej ścianie bardzo dużo medali, dyplomów, wyróżnień. Które z tych trofeów jest dla Ciebie najcenniejsze? Są też autografy gwiazd, może o tym byś nam trochę opowiedziała?
Autografy są, bo oczywiście jeżdżę na dużo koncertów, też inspiruję się wokalistami i artystami. Najważniejszy jest dla mnie plakat, będący pamiątką mojego spotkania z Sylwią Grzeszczak. Pierwszy raz miałam okazję zaśpiewać z nią w 2019 roku w Środzie Wielkopolskiej oraz się spotkać z nią w ubiegłym roku, kiedy wystąpiłam przed jej koncertem. To dla mnie duży sukces.
- Co wtedy czujesz? Wchodzisz na scenę, robisz support dla Sylwii Grzeszczak, jest pełna sala ludzi i co wtedy czujesz? Masz tremę, czy wręcz przeciwnie?
Szczerze mówiąc, u mnie działa to tak: im większy tłum, tym lepiej mi się śpiewa! Oczywiście kameralne występy też mają swój urok, ale to właśnie pełna sala daje mi największej motywacji. Kiedy widzę te wszystkie osoby, czuję się po prostu jak prawdziwa gwiazda i to dodaje mi pewności siebie. Zamiast tremy pojawia się niesamowita energia, która sprawia, że daję z siebie jeszcze więcej.
- Na pewno takie przedsięwzięcie jak występ przed Sylwią Grzeszczak to też wygląda inaczej – jest większa scena, inne nagłośnienie, prawda?
Zdecydowanie tak. Przy większych wydarzeniach wszystko jest na innym poziomie – od profesjonalnego nagłośnienia po niesamowitą atmosferę, którą tworzy tłum. Możliwość wystąpienia przed taką artystką jak Sylwia Grzeszczak to dla mnie ogromne wyróżnienie.
- A jakiej muzyki słuchasz? Co Cię inspiruje? Jakich wykonawców lubisz?
U mnie króluje pop w różnych wydaniach – od spokojnych brzmień po bardzo energiczne, skoczne kawałki.
- Masz jakieś plany na przyszłość? Wiesz już, że chciałabyś dalej się rozwijać, dalej śpiewać, robić jakieś projekty muzyczne?
Mam swoje marzenia, choć czas zweryfikuje, co uda się osiągnąć. Mój cel na teraz to ciągły rozwój i studia muzyczne. Chcę po prostu iść przed siebie i zobaczyć, dokąd zaprowadzi mnie muzyka.
- A może talent show?
Szczerze mówiąc, bardziej imponuje mi droga, jaką przeszedł Oskar Cyms. On do wszystkiego doszedł własną pracą i determinacją, budując swoją karierę krok po kroku. To właśnie taka ścieżka – samodzielna i autentyczna – jest mi najbliższa i to nią chciałabym podążać.
- A czy masz już na swoim koncie jakieś nagrania? Może pracowałaś już w studiu nad własnym materiałem lub coverami?
Tak, mam już za sobą pierwsze doświadczenie studyjne. Nagrałam utwór „To nie ja”, do którego powstał również teledysk. Możliwość profesjonalnej rejestracji tego singla była główną nagrodą w konkursie piosenki ekologicznej, w którym zdobyłam voucher na nagranie.
- Mówimy o „To nie ja” Edyty Górniak? To niezwykle wymagająca technicznie kompozycja, uważana za jedną z najtrudniejszych w polskim popie. Jak sobie z nią poradziłaś?
To prawda, to utwór, który stawia poprzeczkę bardzo wysoko. Przygotowania zajęły mi sporo czasu i wymagały dużej dyscypliny. Jednak teraz, z perspektywy czasu, czuję się w nim bardzo pewnie. Każda kolejna próba i każde wyjście z nim na scenę sprawiają, że trema znika, a ja mogę w pełni skupić się na emocjach i technice. Im więcej wkładam w to pracy, tym większą swobodę czuję podczas występu.
Zdjęcia archiwum prywatne Wiktorii Mizernej


