Wywiad
- Co skłoniło Cię do zaangażowania się we współtworzenie nowego stowarzyszenia?
Moje początki działalności społecznej były związane ze Stowarzyszeniem Ziemia Jarocińska. To był ważny etap – dużo się tam nauczyłem i poznałem ludzi zaangażowanych w sprawy lokalne. Z czasem jednak, po różnych zmianach organizacyjnych i personalnych, doszedłem do wniosku, że to nie jest już przestrzeń, w której mogę działać tak, jak uważam za właściwe.
W tym samym czasie, w rozmowach z Bartoszem Walczakiem, zaczęliśmy coraz częściej wracać do pytania: czy nie warto zrobić czegoś po swojemu. To nie była jedna decyzja, tylko proces – sporo rozmów, wymiany doświadczeń i wspólnego spojrzenia na to, jak powinna wyglądać działalność społeczna na poziomie lokalnym.
Obaj uznaliśmy, że jest miejsce na inicjatywę opartą na współpracy, odpowiedzialności i realnym dialogu z mieszkańcami. Dlatego zdecydowaliśmy się działać razem i stworzyć nowe stowarzyszenie.
Bartek zgodził się podjąć tego wyzwania i dziś jest prezesem naszego stowarzyszenia. Myślę, że dla wielu osób to może być zaskoczenie, bo często patrzy się na ludzi przez pryzmat jednej funkcji czy jednego okresu w życiu – w tym przypadku przez to, że wcześniej był zastępcą burmistrza i bywa oceniany przez pryzmat błędów poprzedniej władzy. Ja patrzę na to inaczej – ważne jest dla mnie to, jakie ktoś wyciąga wnioski, jak słucha ludzi i czy chce realnie działać tu i teraz.
- Stowarzyszenie działa od ponad roku. Z czego jesteś najbardziej dumny?
Zrealizowaliśmy wiele cennych inicjatyw, ale moim „oczkiem w głowie” i jednocześnie największym wyzwaniem jest nasza gazeta. Praca nad nią to ogromny wysiłek – wymaga wielu trudnych rozmów, zaangażowania funduszy i mnóstwa energii. Efekt końcowy daje mi jednak dużą satysfakcję, bo publikacja w pełni spełnia moje oczekiwania i cele, jakie sobie założyliśmy.
- Skąd wziął się impuls do wydania własnego tytułu dla mieszkańców?
Głównym motywem była potrzeba rzetelnej i bezpośredniej komunikacji. Chcieliśmy stworzyć medium, w którym będziemy mogli informować o bieżących wydarzeniach i działaniach stowarzyszenia, ale także rzucać światło na to, co dzieje się w lokalnym samorządzie. Nasza gazeta ma być przede wszystkim zaproszeniem dla mieszkańców do współdecydowania o sprawach naszej gminy.
- Na co dzień pracujesz jako listonosz. Czy to doświadczenie pomaga w działalności społecznej?
Zdecydowanie tak. Jako listonosz mam codzienny, bliski kontakt z ludźmi. Rozmawiam z nimi, słucham o ich codziennych troskach, problemach i opiniach. To daje mi unikalną perspektywę – dzięki temu nie jestem tylko biernym obserwatorem życia gminy, ale czuję się realną częścią tej wspólnoty.
- Czego ta praca nauczyła Cię o ludziach?
Przede wszystkim pokory i uważności. Po ponad 20 latach w zawodzie dostrzegam, jak bardzo się od siebie różnimy. Każdy z nas ma inną wrażliwość, temperament i bagaż doświadczeń. Ta różnorodność uczy, że do każdego człowieka trzeba podchodzić indywidualnie i z szacunkiem.
- Niewiele osób wie, że Twoją pasją są antyki i malarstwo. Skąd wzięło się to zainteresowanie?
To zasługa mojego domu rodzinnego – wychowałem się wśród pięknych przedmiotów. Mój ojciec od zawsze pasjonował się sztuką i antykami. To on nauczył mnie renowacji mebli i zaszczepił we mnie miłość do rzeczy z duszą, które niosą ze sobą kawałek historii.
- Który z polskich malarzy jest Ci najbliższy?
Bez wątpienia Alfred Wierusz-Kowalski, artysta związany ze szkołą monachijską. Miał niesamowity talent do oddawania realizmu – jego obrazy są tak sugestywne, że patrząc na nie, mam wrażenie, jakbym stał w samym centrum malowanej sceny.
- Jaka jest najważniejsza zasada, którą kierujesz się w życiu?
Fundamentem jest dla mnie uczciwość. Wierzę, że tylko na niej można budować trwałe relacje, zarówno prywatne, jak i publiczne. Kiedy jest się uczciwym, nie trzeba marnować energii na pamiętanie kłamstw czy szukanie usprawiedliwień. To daje wewnętrzny spokój i pozwala z podniesioną głową patrzeć w lustro.
- Czy obecna kondycja stowarzyszenia pokrywa się z wizją, którą miałeś rok temu?
Wierzę, że dzięki determinacji każdy cel jest osiągalny. Patrząc na miniony rok, widzę, jak nasze stowarzyszenie dojrzało. Grono członków i sympatyków stale rośnie, a kierunek, w którym idziemy, jest dokładnie tym, który wyznaczyliśmy sobie na samym początku